niedziela, 15 listopada 2009
2012
Poszedłem do kina.
Żeby doznać optymistycznego happy endu.
Owszem, zdarzył się.
Dzięki wyjściu z kina.
Dobre i to.
środa, 11 listopada 2009
piątek, 30 października 2009
Pojutrze ten dzień
Nigdy nie podeszła tak blisko.
Nigdy nie zabrała tak wiele.
I nigdy tyle po sobie nie zostawiła.
Zniszczeń.
Jak się z nią ułożyć?
Bo na pewno nie odejdzie.
poniedziałek, 26 października 2009
Co się dzieje?
Na to pytanie w tej chwili sensowne odpowiedzi mogą dać nie politolodzy czy, jak się to ładnie nazywa - "obserwatorzy sceny publicznej", ale wyłącznie najlepsi socjolodzy.
Nawiasem, oby taka myśl wpadła wreszcie do głowy Kaczyńskiemu.
Mamy bowiem do czynienia z początkiem załamywania się Świata Lemingów.
Słoninkę na haku zawieszono już na tak wysokim pułapie, że coraz więcej z tych zwierzątek po rozpaczliwym i bezskutecznym skoku, ląduje twardo na glebie, boleśnie obijając sobie zadki.
Jak długo będą jeszcze skakać i co zrobią, gdy w końcu uznają, że już nie ma sensu?
Wiara w to, że ot tak, bezrefleksyjnie pójdą sobie za Braćmi jest infantylna.
One muszą skakać, bo nic innego nie potrafią. Z dnia na dzień nie zamienią się w żelazne pułki harcerzy od Macierewicza czy inną, na wpół mitologiczną, patriotyczną większość.
Wszyscy, którzy będą chcieli zapanować nad tą coraz bardziej zdezorientowaną, a z czasem coraz bardziej rozbieganą i rozwrzeszczaną chmarą, będą musieli odwołać się do prostego, niezwykle wyrazistego przekazu oraz osobistej charyzmy.
Media będą bowiem wciąż, dopóki ktoś nie wyrwie im esbeckiego kabla zasilania, grały dla swoich i obecnego (niezależnie od personaliów) układu Sponsorów.
Tyle tylko, że już najwyższy czas przestać się bać.
We współczesnej popkulturze nawet diabeł może być świętym, a tym bardziej może zaoferować dotychczas go nienawidzącym zbawienie.
Powyższe jest oczywiście szkicem do scenariusza mającego się rozgrywać w ramach demokracji. Bo jeśli jest tak, jak niektórzy podejrzewają, iż największa partia opozycyjna nie jest w stanie dopilnować liczenia głosów w trakcie wyborów, to nie ma o czym mówić.
sobota, 17 października 2009
Z Wielkiej Księgi Podsłuchów
"Nazywam się Bond.
Aryk.
Bond Aryk, Bond Aryk, Bond Aryk, Bond Aryk...
W mordę, znowu mu się program zapętlił."
Z pokładu sondy dennej
Skala "kompromitacji" PO rośnie.
Tej szczególnej kompromitacji.
Bo znaczna część popierających Don Alda lemingów oddała na niego głos z uwielbienia dla siły i wszechwładzy, jaką w kampanii wyborczej sugerowały media. Oraz obietnicy dorżnięcia, za którą Cichego Dona wsparli także Sponsorzy.
A tutaj - dupa blada.
To jest sprawa poważna. Bo leming nie wybierze na szefa podwórkowego gangu co prawda pyskatego, ale minus 30 dioptrii i potykającego się o własne, nie zapięte spodnie. A trzęsący dzielnicą dzielnicowy nie zasponsoruje nowego bejsbola.
Odzyskanie zaufania to dla Donisława i Jego Mongolskiej Drużyny sprawa życia lub śmierci.
A co to oznacza?
Zobaczymy.
Funkcjonariusz medialny Rymanowski zezłościł się, bo był podsłuchiwany.
Wściek Rymanowskiego to klasyczne oburzenie "najwierniejszego z wiernych".
Coś w rodzaju - "Jam przecież Brutus, Cezarze!"
I co najbardziej cieszy, dowód rosnących napięć wewnątrz gangu.
sobota, 10 października 2009
Koniec Polski
Afera hazardowa, afera stoczniowa...
Jedno jest już pewne. To jest koniec Polski, jaką znamy. Złej, dobrej, III, IV, nie ma już znaczenia. Tej, w której żyjemy od 20 lat.
Nie da się już wszystkiego posprzątać, pozamiatać. Teraz będzie można jedynie wszystko zburzyć i postawić od nowa.
Czy będzie to powrót do częściowej choćby normalności, tak wyczekiwanej przez malejącą cząstkę polskiego społeczeństwa, czy też ustanowienie jawnej dyktatury lub szybka utrata resztek suwerenności, czego podwaliny może dać dzisiaj swoim podpisem prezydent?
Paradoksalnie, Tusk z ferajną zabrnęli tak daleko, że bać się mogą zacząć nawet ich formalni i nieformalni sojusznicy. Chyba że dojdzie do generalnej przebudowy sprawującego w Polsce władzę od 1989 r., z krótkimi przerwami, gangu zewnętrznego (wszyskie partie "okrągłostołowe").
Jednak czy zgodzą się na to zagraniczni sponsorzy PO (Niemcy)? Dla nich przecież Polska zniewolona, to Polska uśmiechnięta (choćby przy użyciu żywicy epoksydowej) no i przede wszystkim spokojna.
A fundowany Europie przez Tuska burdel zaczyna przebijać nawet włoskie standardy. No i dzieje się zaraz za niemiecką granicą.
Jakie rozwiązania zaproponuje druga strona mającego, wedle słów Putina, trząść Europą sojuszu, łatwo zgadnąć. Pytanie tylko, czy Niemcy już się na to zgodzą?
Co na to wszystko my, szaraczki? Ilu z nas na widok tego co się dzieje, pójdzie po rozum do głowy, ilu go tam znajdzie?
A ilu z trzymających władzę i pieniądze uzna, że warto może zarabiać mniej i trudniej, ale za to bezpieczniej? Bo z mniejszym ryzykiem, że partner w biznesie i "kolega" nagle wsadzi ci nóż w plecy.
Weszliśmy do tunelu i nie wiemy co się pojawi na jego końcu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)