poniedziałek, 27 lutego 2012

BPL – Wielka Nadzieja Tuska?

W świecie totalitarnej propagandy właściwie każde zjawisko, temat czy osoba, którym uda się zdobyć znaczące zainteresowanie społeczne, musi mieć swój desygnat polityczny. Zżymającym się na to natręctwo prowadzący ową propagandę czasami prywatnie odpowiadają lub taką odpowiedź sugerują – „Wolelibyście żebyśmy do was strzelali?” Co przynosi ulgę wyłącznie absolwentom systemu edukacyjnego Handtke-Hall, którzy nie mogą wiedzieć, że totalitaryzm czasami najpierw mówi, a potem i tak strzela.

W tej rzeczywistości, w której wszystko ma się wszystkim właściwie kojarzyć, mamy więc z jednej strony na przykład Agnieszkę Radwańską, która pojawiła się z siostrą na krakowskim Marszu Pamięci 10 IV 2011 r., a z drugiej deklarującego publicznie obojętność z czym tam na koszulce przyjdzie mu grać, Jakuba Błaszczykowskiego.

Czy w wypadku Radwańskiej jest to wystarczający powód, aby robić z niej zwolenniczkę i symbol PIS? Osobiście nie mam złudzeń, a jedynie nadzieję, że nigdy jej nie zobaczę na przykład w programie Wojewódzkiego. Jednak kłania się tutaj propagandowa histeria III RP. To w końcu w Internecie dorobiła się Radwańska ksywki „Pisia”, której to akcji pewnie teraz niektórzy szczerze żałują.

Gdyby bowiem konsekwentnie posłużyć się metodologią i aparatem pojęciowym świata propagandowej ułudy, Radwańska jawi się w nim jako wolny strzelec, czerwona róża wyrosła na gruzach (w których stoją, o ile się nie mylę, centralne korty tenisowe w jej Krakowie). Jako dziewczyna, która w przeciwieństwie do Kerber i Lisickiej, Polek tłukących piłkę dla Niemca (w wypadku pierwszej, która starała się grać dla Polski, z wielką pomocą Polskiego Związku Tenisa), gra dla Polski i mieszka w Polsce. Symbol indywidualnego sukcesu, nie tylko bez zewnętrznego wsparcia, ale niejako wbrew otoczeniu.

Błaszczykowski, Piszczek i Lewandowski to z kolei - również w tej konwencji – przykład, jak polaczkowata niesforność i marnowanie talentu pod twardą, niemiecką ręką zamieniają się w korzyści dla nich samych i ich niemieckich właścicieli. Czyli – bez wsparcia bogatszych, mądrzejszych i lepszych jesteś nikim.

Czy w takiej sytuacji można uznać za przypadek, że polskojęzyczny Eurosport na żadnym ze swoich dwóch kanałów nie nadawał na żywo finału z Radwańską z Dubaju, transmitując w tym czasie mecze Bundesligi? Bezpośrednią transmisję można było obejrzeć jedynie na Eurosporcie anglojęzycznym.

Ponieważ piłka nożna jest niewątpliwie sportem w Polsce bardziej popularnym od tenisa, stawiam następującą tezę. Decydenci propagandy III RP modlą się, aby BPL grali podczas Euro 2012 tak, jak ostatnio w Dortmundzie. Licząc na to, że mimo zamkniętych otwartych stadionów, nieprzejezdnych autostrad, zapaści kolei i innych „sukcesów” ich kukiełki, Mistrzostwa przyniosą mu jednak sukces.

Natomiast co zrobi Agnieszka Radwańska, gdy po ewentualnym finale Wimbledonu Tusk zaprosi ją na śniadanie, dopiero się dowiemy.

Miejmy nadzieję, że szukająca swego ujścia euforia kibiców piłkarskich wcześniej pozbawi Donisława możliwości wystosowania takiego zaproszenia.

czwartek, 16 lutego 2012

Patriotyzm Wroga

„Burżuazyjną” demokrację, a raczej jej widmo, bo tak naprawdę nigdy się ona w Polsce po 1989 r. nie narodziła, ostatecznie pogrzebano pod smoleńskim błotem. Polityk, który tego nie widzi, a chce serio traktować swoje obowiązki wobec Polski i rodaków, powinien szybko zmienić zawód.

Żaden więc, kilkusetstronicowy program, projekty dziesiątków ustaw i tym podobne bzdury. Żadna, kanalizowana przez esbeckie media „kampania wyborcza”, telewizyjne dysputy czy naukowe konferencje. Trzeba się przygotowywać na gwałtowne i bardzo szybkie zmiany, bo nawet gdyby, choć moim zdaniem graniczy to z cudem, do takich zmian nie doszło, to powrót do rutyny nie jest najmniejszym problemem. Trzeba zdobywać poparcie społeczne takie zmiany akceptujące. Oby politycy opozycji nie dali sobie wmówić, że ten scenariusz jest jedynie wynikiem ich chciejstwa, a jego nikłe prawdopodobieństwo uzasadnia nieróbstwo, przykrywane kolejnym „przygotowywaniem się do kampanii wyborczej”.

Nawet bowiem jeśli w pierwszym etapie przesilenia uda się propagandzie skanalizować społeczne niezadowolenie i przenieść dużą część poparcia na Palikota i SLD, to beneficjentów tej operacji zawartość kanału zatopi, a kolejny etap nastąpi błyskawicznie. Nie tylko „durna”, chcąca jedynie pornoli z netu i marychy” młódź krzyknie do nich wszystkich – „Wypierdalać!”.

No i co nam zostanie?

Kompletne odwrócenie biegunów. Przejście na stronę Ciemności, oddanie się społeczeństwa w ręce Diabła, którego tak pracowicie sobie III RP wykreowała.

Tym bardziej, jeśli rezerwy PO usłyszą owo „podziękowanie” od razu.

Dwubiegunową politykę, podniecanie i straszenie obywateli wizerunkiem Wroga, zwłaszcza wewnętrznego, potrafi dłużej niż kilka lat uprawiać z powodzeniem jedynie państwo w pełni totalitarne. Ja nie mam złudzeń, że obecna władza może po taką pełnię totalitarnych środków próbować sięgnąć. Ja tylko mocno wątpię, czy ma na to dostatecznie długie ręce.

Z działań ekstraordynaryjnych raczej bym się obawiał czegoś innego.

Próby odwołania się do patriotyzmu i poczucia odpowiedzialności Diabła. Wciągnięcia go w pułapkę gwałtowną rejteradą z pola walki. Stąd tak ważne, aby w jego najbliższym otoczeniu byli ludzie, którzy zdają sobie z takiego niebezpieczeństwa sprawę. Którzy nie tylko nie będą go w tym kierunku popychali, ale nawet potrafią przed takimi posunięciami przestrzec lub z tej drogi ściągnąć.

PS

Ostatnio rozważam, czy warto coś jeszcze, poza kilkuzdaniowymi notkami, pisać.

Od czasu bowiem, gdy pewna, nowopowstała partyjka wzięła sobie nazwę z tytułu mojej notatki sprzed paru miesięcy a jej lider, pytany o program, odpowiada chaotycznie tezami, wyrwanymi z tejże notatki, zacząłem się zastanawiać czy aby nie przeceniam swojego braku wpływu na polską scenę polityczną lub swojej zdolności przewidywania.

:)


poniedziałek, 13 lutego 2012

Nie udawaj Polaka

W Grecji od kilku lat toczy się regularna wojna. I nie jest to wojna domowa.

Można oczywiście powiedzieć tak – Zidiociałe społeczeństwo, folgując swojej zachłanności, lenistwu i brakowi cierpliwości, dało się nabrać i regularnie wybierało do władzy oszustów i złodziei. Ci, ponieważ nic innego nie potrafili, postanowili zbudować temu społeczeństwu dobrobyt na tych samych zasadach. Oszukując oraz pożyczając co się da, bez troszczenia się o przyszłość, w której trzeba to będzie zwrócić. Wszystko się zawaliło. Jednym słowem – Grecy są sami sobie winni i udawanie Greka nic im nie pomoże.

Można też inaczej – Pożyczanie jawnemu idiocie we współpracy ze skorumpowanym rządem i pod osłoną usłużnych mediów to świadoma działalność obezwładniająca, mająca na celu przejęcie w przyszłości wszystkiego, co ten posiada, a czego z pewnością by nie chciał sprzedać, i na koniec jego całkowite ubezwłasnowolnienie. Bez jednego wystrzału, jeśli nie liczyć salw policji państwa idiotów do własnych obywateli.

Wyrafinowani dywaganci mogliby oczywiście przyrządzać z tych dwóch konceptów rozmaite koktajle lub mikstury. To mało istotne, bowiem tak czy inaczej w końcowym efekcie dla społeczeństwa domagający się jego wolności i przywilejów pożyczkodawca to mający na usługach skorumpowany rząd agresor, a dla pożyczkodawców greckie społeczeństwo to banda idiotów, leni i warchołów, dybiąca na ich święte, z wolnego rynku wywiedzione prawo do niczym nieograniczonych zysków i odsetek.

Wolność, czy trzeba lepszej podstawy do wojny?

Zamiast syberyjskich mrozów – zamrażanie kont, zamiast pancernych zagonów – dyscyplinowanie nieistniejącego budżetu. A po drugiej stronie – jak zwykle butelki z benzyną i wściekłość tłumu wobec ich zdaniem wysługującego się agresorowi rządu.

Grecja musi zbankrutować. Na własnych zasadach i to jak najszybciej. To nie jest żadna ucieczka od odpowiedzialności, bo Grecy za bankructwo zapłacą straszną cenę. Tylko że im się nawet nie pozwala odpowiedzieć w referendum na pytanie czy chcą tę cenę zapłacić? Cenę za zachowanie jakiś resztek suwerenności i niepodległości. Jeśli na te przymioty wolności nie jest już dla Grecji za późno.

A czy my, tutaj w Polsce, potrafimy wyciągnąć z greckiej lekcji jakieś wnioski?

Poza oczywiście paplaniną o dyscyplinie budżetowej, konieczności oszczędzania na chorych i emerytach, dobrym niemieckim wuju, zbawczym euro i wszystkich innych wrzutkach, jakimi usiłują Polaków zająć, poważnie szykujący się na grecki scenariusz, Polską rządzący.

Dla społeczeństwa i prawdziwej opozycji grecka lekcja jest bowiem bardzo prosta i nie wymaga celebrowania konwentykli, seminariów oraz pseudofinansjerskiego bełkotu. Musi się sprowadzać do kilku, systematycznie powtarzanych, prostych, dobrze uargumentowanych i mających szanse dotrzeć do jak największej ilości ludzi haseł. Takich jak – „Zobaczcie, do czego prowadzi tolerowanie oszustw i złodziejstwa wśród rządzących” lub „Nie ma dobrobytu bez wolności”.

Te hasła nie muszą trafić do mitycznych 51% wyborców. Wystarczy, że przekonają i zmobilizują najaktywniejszych.

Niezależnie bowiem od tego co, jak i kto będzie robił, zapewne już wkrótce przekonamy się, czy hymnem III RP nie zostanie przypadkiem fraza – „Mądry Polak po szkodzie, udający Greka”.