niedziela, 7 kwietnia 2013

Do trzech razy to nie sztuka



Ileż to swoich, oficjalnych, triumfalnych rocznic świętowało Kłamstwo Katyńskie?

Ale jaka część społeczeństwa w nie, od samego początku uwierzyła?

Inni ludzie, powiadają, a łagodniejsza w obecnych czasach presja łatwiej na wierzch przyrodzone lub wyuczone skurwysyństwo wydobywa. Bezwzględna przemoc potrafi czasem nawet na samym dnie ludzkiej nędzy znaleźć heroizm, a ten miewa moc sprawczą detonatora reakcji łańcuchowych.

Smutek i znikąd nadziei?

Niekoniecznie.

Wówczas wyrżnął nam elitę wszechpotężny i nieosiągalny Wróg, bez mała świat cały, który o tej zbrodni wiedział, nic nie powiedział, a prawdziwego sprawcy - dopóki sam Jelcyn się nie przyznał - nigdy nie potępił. Lokalni jego namiestnicy tylko w liturgii Kłamstwa uczestniczyli, z biegiem lat coraz mniej intensywnie, coraz częściej mrugając porozumiewawczo i milcząco wskazując palcem nie tam, gdzie oficjalna wersja nakazywała.

Dzisiaj bardzo wiele wskazuje na to, że jeśli doszło do zbrodni, polskojęzyczni dysponenci III RP uczestniczyli w niej od samego początku. Albo jako współorganizatorzy i naganiacze, a następnie mataczący i zacierający ślady. Albo jako główni sprawcy.

A to zmienia prawie wszystko.

Nie musimy wywoływać III Wojny Światowej, aby osądzić winnych i świadomość tego zaczyna torować sobie drogę nawet do najbardziej zatwardziałych w samozachowawczym tchórzostwie czy obojętności.

Nawet bowiem jeśli do zbrodni nie doszło, rozumują ci, którzy rozumować jeszcze się nie boją, choć od popierania braci Kaczyńskich zawsze było im daleko, to bezmiar zaniedbań i działania na szkodę Polski, a w interesie obcych jest już po stronie naszej władzy tak wielki, że bezwzględnie zasługuje na kryminał.

Natomiast stroniących od używania mózgu bezradność i "nieprofesjonalizm" potykających się o własne kłamstwa i decyzyjną impotencję władców III RP coraz częściej, zwyczajnie wkurwia.

Nie Kłamstwo Smoleńskie jest więc wyzwaniem i prawdziwym przeciwnikiem, z którym trzeba walczyć. W Katyniu oskarżano o mord Niemców, a po II Wojnie Światowej wszyscy wiedzieli, że właściwie nie było zbrodni, jakiej by się ta nacja nie dopuściła.

Teraz, próbując oskarżać o spowodowanie tragedii pilotów (przy trwającym od kilkudziesieciu lat kulcie pilotów wojskowych w polskim społeczeństwie), albo obdarzonego niespodziewanym instynktem samobójczym Prezydenta, doprowadzono już do tego, że w oficjalną wersję wierzy coraz mniej ludzi. Może nawet mniej od sondażowego poparcia dla PO.

Prawdziwym przeciwnikiem są Polską obecnie rządzący. Nie Rosja, bo jeśli nawet uznamy, że obecny rząd i pałac prezydencki tworzą jej lokaje i agentura, to co z tego? Przecież Polska, każda, a zwłaszcza ta prawdziwa, z wielką chęcią usadowiłaby taką, polską agenturę w Moskwie. Jeśli nie potrafimy się rządzących, ulegających obcym wpływom pozbyć, nie protestujmy i nie wypłakujmy się przed obcymi ambasadami, bo to nas tylko przedstawi jako niespełna rozumu i ośmieszy.

Radzę w związku z tym bardzo dokładnie przyglądać się wszystkim, zwłaszcza deklarującym się jako ultranarodowcy, którzy we wszystkich sprawach, dotyczących polskich relacji z Rosją, zamiast protestować przed Kancelarią Premiera, nawołują do demonstrowania przed rosyjską ambasadą. Oprócz zwykłych głupców, są wśród nich bowiem i ci, którzy w pełni świadomie powierdzają w ten sposób i akceptują rosyjską nad Polską dominację.

Pilnujmy w związku z tym win już potwierdzonych i potwierdzanych niemal co miesiąc nową porcją kłamstw, aroganckiej bezczelności i służalczości wobec obcych.

Nie dajmy się uwodzić poprzebieranym w "nasze" mundury z ruskiego demobilu, którzy próbują zawodzić, że - tak czy owak, ale bedziemy musieli w końcu poprzeć Tuska, bo to w obecnej sytuacji jedyny gwarant jakiejkolwiek opcji "prozachodniej". Chyba taki gwarant, jak Obama - Wolnego Świata. Obawiam się, że wolnego od Polski.

Dajmy się prowokować. Tak, dokładnie w ten sposób - dajmy się prowokować. Z pełną świadomością, że owe priowokacje to "wrzutki", "przykrywki", słowem działania odciągające uwagę od tego, co akurat władza chce ukryć lub zdeprecjonować,

Naprawdę, w naszej sytuacji nie wolno marnować tej porcji adrenaliny, wkurwienia i ochoty, że chciałbyś jeśli już komuś nie przyładować, to chociaż co zrobić, jakie wzbudzają w nas prowokacje.

Tylko próbujmy ją wykorzystać w sposób zaskakujący lub odmienny od założeń prowokującego.

Przykłady z ostatnich dni. Żądania "zwrotu" 65 miliardów dolarów przez organizacje żydowskie i instytucje izraelskie to nie powinien być powód to ataku na Żydów. O to prowokującym wlaśnie chodzi, a w końcu ja też mogę założyć sobie organizację, która będzie się domagała 100 miliardów od Chin za najazdy Mongołów.

Więcej, nie powielając absurdów żądań żydowskich, na przykład 100 miliardów od Niemiec i 50 miliardów od Rosji, oraz - czemu nie - 10 miliardów od państwa Izrael.

Tych dwóch pierwszych żądań tłumaczyć nie trzeba, a co do ostatniego - niech to będzie rekompensata za zbrodnie na polskim społeczeństwie, dokonane komunistów żydowskiego pochodzenia, z których wielu to państwo na swoim terenie, choniąc ich od ekstradycji ukrywało i ukrywa.

Tak więc ja intencje żądających rozumiem i nawet w pewnym stopniu podzielam.

Problemem jest wyłącznie reakcja na owe żądania naszych wladz. To od nich trzeba bezustannie domagać się wyjaśnień i jasnego stanowiska. Nawet tylko zmuszając do uników i nic nie deklarujących deklaracji. Już tylko to, trafiając do opinii publicznej, wywoła dostatecznie dużo dymu, na którym prowadzącym całą operację i montującym prowokację wcale nie zależy. Nie ma bowiem czegoś takiego, jak antysemityzm wobec "szabes goja". A w każdym razie w wojnach propagandowych to nie jest prawie nic warte.

Kolejny przykład to "rura jamalska" wrzucona akurat parę dni przed kolejną rocznica Smoleńska. Znów ten sam schemat. Nienawiść w stronę Rosji, to ona wszystkim rządzi, przecież w Smoleńsku... A chłoptasie od Tuska? Szmaty, gnojki, ale oni nic nie mogą. Przecież nikt pętaków w krótkich portkach wieszał nie będzie. Hajda pod ruską ambasadę!

Niestety, dał się na to nabrać PIS, szykując się na kolejną, bezsensowną, sejmową debatę na ten temat. Co kto wie, nie wie, zapomniał, napisał, wydał instruklcje, ale tajne, nie można ujawnić, i tak dalej, i tym podobne. A media odpowiednio to wszystko spreparują, pokazując, jak to pyskacze z PIS, kierując się zagranicznymi fobiami, blokują już wszystkie, nawet te potencjalnie rozważne i opłacalne rozwiązania i umowy.

Nie da się prowadzić takiej walki, nie formułując jasno jej celu. A celem nie jest wyjaśnienie czegokolwiek, bo tutaj wyjaśnić cokolwiek będzie mógł dopiero uczciwy prokurator lub specjalna komisja parlamentarna w polskim, podkreślam polskim Sejmie. Skoro wiemy, a wiemy, że są to złodzieje, działający w dodatku w obcym interesie, to jedynym celem może być ich demaskacja.

A tego po pierwsze nie wolno robić na ich terenie i na ich warunkach, bo przyniesie efekty przeciwne do zamierzonych. Co więc należy zrobić? Na to pytanie powinni opozycji w takim kraju jak III RP odpowiedzieć wynajęci w tym celu najlepsi fachowcy. I na pewno tych odpowiedzi nikt nie może udzielać publicznie.

Ja tylko powiem, że od tej całej "debaty sejmowej" i kolejnych "wniosków o dymisję" więcej pożytku byłoby moim zdaniem z szybkiej kwerendy po dobrych satyrykach i plastykach (są i tacy, którzy obecnie rządzącej ferajny, a zwłaszcza ich rusofilnego liżydupstwa nie kochają), mającej na celu kilka, kilkanaście plakatów czy rysunków na Marsze 10 kwietnia i do wrzucenia do Internetu.

Na przykład - Donald na Rurze Jamalskiej odlatujący z Moskwy do Nigerii.

Na razie tyle.

I na koniec zapamiętajmy - trzy lata to jeszcze nie dojrzałość, ale już bez pieluch i na stojąco, w postawie wyprostowanej.
 
 

sobota, 30 marca 2013

Błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy

Aby wszystkie dni po niej były lżejsze i lepsze.

I abyśmy na nie zasłużyli.

Zmartwychpowstańcy internetowych, krzyżowych ścieżek.

:)

Alleluja!
 
 

niedziela, 24 marca 2013

AK - Antysemickie Kanalie

Montaże i kombinacje propagandowe to już nie jest wyłącznie jednolity, zagłuszający wszystko ryk ulicznych szczekaczek i identyczne nagłówki wszystkich gazet czy portali internetowych. Czasami, coraz częściej zaczyna grać orkiestra lub big band, wykorzystujące polifonię lub podchwytujące wątki i rywalizujące ze sobą głosy solowe.

Niemiecki, trzyczęściowy serial historyczny pod tytułem "Nasze matki, nasi ojcowie", którego niedawno obejrzało w niemieckiej telewizji ponad 21 mln widzów (olbrzymi sukces frekwencyjny) tak przykładowo opisuje jądro ideologiczne i charakterologiczne Armii Krajowej (mówi Akowiec)j:


Oczywiście, że Niemcy nie odważyliby się na to jeszcze 25, a nawet 10 lat temu, ale teraz? Mają przecież na czym się wzorować - patrz chociażby intensywne propagowanie w Polsce i w Niemczech Grossa z jego kłamstwami, czy ostatnio "Pokłosie". Skoro Polacy "sami się do tego przyznają", to dlaczego w niemieckim filmie telewizyjnym dla masowej widowni jedynymi w zasadzie antysemitami nie mogą być polscy partyzanci?

Tym bardziej, że prawdopodobnie już wkrótce ubecki reżyser Pasikowski nakręci film o Koniuchach, w którym bracia Bielscy wyrzynają Polaków w akcie samoobrony przed antysemicką, sfanatyzowaną bandą. Akt okrutny, ale cóż, wojna z antysemityzmem to nie jest saloniowe zabieranie polskiej gęsi niepotrzebnych jej pieniędzy.

Tak więc, to nie zachowanie Niemców zaskakuje, ani powinno przykuwać szczególną uwagę. Na wyjątkową koncentrację zainteresowania zasługuje natomiast rekcja tzw. "polskich" władz, które poprzez ambasadę przeciwko takiemu pokazywaniu polskich partyzantów zaprotestowały. Ciekawe, że jest to protest dopiero na opisujący film artykuł w niemieckim "Bildzie" i w dodatku zawierający dosyć specyficzne sformułowania. Na przyklad -

"Pisanie o "głęboko zakorzenionym" antysemityzmie w Armii Krajowej, jest mówiąc delikatnie ogromnym uproszczeniem, a teza, iż wschodnioeuropejski antysemityzm ułatwił nazistom mordowanie europejskich Żydów jest fałszywa."

Jak widać, z kontekstu dość wyraźnie wynika, że jest to raczej protest przeciwko przesadnej skali zarzutów, a nie przeciwko ich kierunkowi.

Tym niemniej, "protest" jest w polskojęzycznych mediach reklamowany. Ma on, na niezwykle bulwersującym przykładzie (Niemcy oskarżają Polaków z AK o antysemityzm) ukazać władze jako obrońców polskości, twardo przeciwstawiających się niemiecki przekłamaniom i propagandzie.

Te same władze, które jak wiemy, nie skąpiły publicznych pieniędzy na "Pokłosie" i wieloma swoimi zachowaniami oraz wypowiedziami przyczyniły się do narastania niemieckiej bezczelności w szukaniu współwinnych, oskarżaniu innych i wybielaniu siebie z odpowiedzialności za Holokaust i wojenne zbrodnie.

Oprócz zwykłego alibi, "no przecież co innego oni mieli zrobić?", takie postępowanie zwiększa wiarygodność władzy, gdy ta hojnie sypnie publicznymi pieniędzmi na przykład, na wspomniany wyżej film o Koniuchach.

Albo, co w tym wszystkim jest chyba najistotniejsze, gdy rozpocznie publiczne negocjacje o "zwrocie 65 miliardów dolarów" za utracony w Polsce, na jej obecnych i przedwojennych terenach, majątek żydowski.

Zagranicą już chyba każdy jest przekonany, że wszystko to zrabowali antysemiccy Polacy, i wszystko muszą oni sami oddać.

Pozostaje jeszcze sparaliżowanie opinii opublicznej w Polsce.