piątek, 30 kwietnia 2010

Oni chcą, żebyśmy uwierzyli w zamach



Rosja to kraj, który już bardzo dawno temu, co najmniej po 1917 r., zmodyfikował znane powiedzenie w polityce zagranicznej - "Nie ważne czy nas lubią, ważne żeby szanowali" na "Niech nas nawet nienawidzą, byleby się nas bali".

Stąd też na władcach Kremla żadne, nie potwierdzone przez nich oficjalnie, fakty czy dowody nigdy nie robiły większego wrażenia. Natomiast zawsze interesowało ich wrażenie, jakie robią na innych. Nawiasem - przy tej okazji dość dobrze widać mentalną proweniencję naszych specjalistów od wyszukiwania pochwał w prasie jamajskiej i straszenia krytyką z francuskich żurnali.

Oczywiście Rosja jest krajem, w którym "nie zdarzają się" żadne, wielkie katastrofy. Nawet jak wylatuje w powietrze budynek mieszkalny z zawartością. W efekcie sprawność i efektywność wszellkich, cywilnych i nie tylko służb jest tam na poziomie gwarantującym tradycyjny dla tego regionu bardak. Zwłaszcza w pierwszych godzinach i dniach po wydarzeniu. Ale nie na stałe.

Nie wtedy, gdy pałeczkę przejmują tajniacy i służby odpowiedzialne za to, co w Rosji najważniejsze, czyli jak z tego, co się stało najwięcej wycisnąć i jak za to najmniej zapłacić.

Pamiętajmy bowiem, że nawet gdyby Rosja dokonała w Katyniu zamachu na Prezydenta Kaczyńskiego, to chcąc się z tego wykręcić, mogłaby dość szybko wziąć na siebie winę w postacji np. pijanego kontrolera lotów. Przy pełnym współdziałaniu "Ich ludzi w Warszawie" rzecz prawdopodobnie nie do zakwestionowania i znakomicie neutralizująca wszelkie teorie spisku. Więcej - wtedy dopiero mogłoby państwo rosyjskie w oczach Polaków naprawdę zyskać.

Jeśli za zamach nie odpowiada, prawie niezrozumiała staje się natomiast skala manipulacji, erupcji kłamstw i insynuacji, w jakich Rosjanie uczestniczą.

Wykluczył bym przy okazji tezę moim zdaniem najbardziej ryzykowną, że zamachu dokonała polska ferajna, a Rosjanie połapawszy się w tym, postanowili ich kryć i mocniej złapać za jaja. Po prostu watpię, czy mocniej można.

Pozostaje zatem wersja moim zdaniem najbardziej prawdopodobna - niezależnie od tego, co się 10 kwietnia stało, Rosjanom nie przeszkadza, wręcz starają się ją forsować, rola domniemanego organizatora zamachu.

Ma ona wszystkich sparaliżować, tak polskich polityków, jak polskich obywateli. Polskim politykom - nie mówię tu o agenturze - szalenie ograniczyć pole manewru, a wszystkim Polakom odebrać nadzieję i pokazać ich bezsilność.

Dlatego ja, dopóki Rosja oficjalnie nie przyzna się, że zamach przeprowadziła, w ten zamach uwierzyć nie mam zamiaru.

Bo brak mojej wiary i brak takiej oficjalnej, rosyjskiej deklaracji jest jedyną podstawą, na której będziemy mogli domagać się wyjaśnienia od Rosji jej ewentualnej winy. Czyli burdelu na lotnisku, błędów kontroli lotów, awarii ruskiego sprzętu, czy takich szykan wobec polskiego Prezydenta, które doprowadziły nieumyślnie do tragedii. Gdyż domaganie się takich wyjaśnień, prędzej czy później może nas doprowadzić do prawdy, jaka by ona nie była.

A odpuścić tego co się dzieje od 10 kwietnia, i co zapewne będzie się działo nadal, po prostu nie wolno.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Inwazja Zachwyconych


Po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego decyzji o starcie w wyborach prezydenckich, w Internecie pojawiły się dwie, pozornie odrębne grupy osób z takiego obrotu sprawy zadowolonych, a jednocześnie - jak mawiał pewien major ze Studium Wosjkowego - siedzących na jednym korzeniu.

Jedni cieszą się, że Jarosław przegrywając wybory ostatecznie pogrąży i doprowadzi do rozpadu PIS. Drudzy wyrażają zadowolenie, że gdy przegra będzie mógł się skoncentrować na przebudowie i wzmocnieniu PIS, a potem dobić PO w wyborach parlamentarnych.

Co ich łączy, mimo pozorów zajmowania całkowicie przeciwstawnych pozycji?

Jedni i drudzy próbują zniechęcać wyborców do głosowania na Kaczyńskiego, argumentując, że on wybory i tak - stety czy niestety - przegra.

I o ile przed decyzją Jarosława można było rozważać za i przeciw jego kandydatury. choć moim zdaniem, oznaczało to ignorowanie kilku, dość oczywistych faktów, o tyle po jej podjęciu głoszenie, że ja go co prawda popieram, ale on i tak na pewno przegra, jest już wyłącznie grą przeciwko tej kandydaturze.

Dla uporządkowania tego szumu medialnego, który z pewnością będzie narastał, a który - o czym warto pamiętać - nie musi przybierać wyłącznie formy chamstwa Niesiołowskiego czy Palikota oraz młotkowania Ferajny z Ulicy Czerskiej, chciałbym przypomnieć powody, dla których Jarosława Kaczyńskiego popierać warto, i dla których ja na niego będę glosował.

Te argumenty pozwalają ocenić czego symbolem może się stać, moim zdaniem, jego prezydentura.

Konsekwencja - Jest to jedyny z liczących się polskich polityków, co do którego można być pewnym, że będzie się starał wyjaśnić wszytkie, dające się odkryć tajemnice wokół Katynia 2, a o szukaniu przyczyn i ewentualnych odpowiedzialnych za tę katastrofę nie zapomni nigdy.

Uczciwość - Udowodnił, rzucając na szalę los kierowanego przez siebie rządu, że nie będzie tolerował przekrętów i złodziejstwa nawet wśród swoich najbliższych współpracowników. Ta cecha daje mu zresztą większe predyspozycje właśnie do roli Prezydenta, który nie musi się poruszać w gąszczu koalicyjnych zależności, a powinien stać na straży Konstytucji i czegoś, co ja nazywam "cywilizacją prawa".

Reformy - Jako Premier stał na czele rządu, który obniżał podatki, zwiększył ich ściągalność, redukowal deficyt budżetowy, przygotował najszerszą jak dotąd reformę finansów publicznych (trafiła do szuflady Komorowskiego, który tam ją zamknął) oraz zniszczony przez następców plan wykorzystania unijnych środków na rzecz rozwoju regionalnego, zakładający harmonijny, a więc jedyny, który pozwoli na autentyczny skok cywilizacyjny, rozwój Polski.

Równość - O upartym trzymaniu się zasady równości wobec prawa już wspominałem. Ale jest jeszcze równość obywateli wobec państwa, które nie zapomina o całych regionach czy grupach społecznych. Tu także warto wspomnieć o szacunku wobec praw opozycji, oznaczającym po prostu szacunek wobec demokracji. To bardzo ważne, zwłaszcza wobec nagminnego łamania tych praw przez PO-PSL (komisje hazardowe, naruszanie zwyczajowych praw opozycji w Sejmie, itp).

Godność - Jarosław Kaczyński jako Prezydent to wzrost znaczenia Polski w świecie. Tego realnego, mierzonego koniecznością liczenia się z odmiennym zdaniem, interesem i uznaniem przez naszych zagranicznych partnerów konieczności pójścia na kompromis. A nie wyznaczanego ilością poklepywań i uścisków. To również szansa na wzrost wiary Polaków w samych siebie, w swoją przeszłość i przyszlość.

Dla wszystkich, którzy Polski nienawidzą lub czują do niej wstręt, a którzy z pewnością powyższych argumentów nawet nie przeczytają, Jarosław Kaczyński jest również nadzieją.

Na okiełznanie samoniszczącego uczucia na jedynej dla nich dostępnej drodze.

Poprzez strach.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Krzyki, Szepty i Czyny


Rządzący obecnie Polską od początku swojej politycznej egzystencji opierali się na całkowicie sztucznym, spreparowanym w mediach i wtłocznym przez nie wyborcom, wizerunku.

Od 2007 roku ma on już postać czegoś na kształt betonowego, oklejonego migotliwą folią mauzoleum. Jak ono wielkiego, kolorowego, odpornego na rzeczywistość i pustego w środku.

Pod którym, w kolejce po darmowego loda, stoją w szeregu lemingi.

Czasami, podkreślam, czasami zdarza się jednak, że z upstrzonej girlandami dziękczynnych wieńców bramy musi wymaszerować w pole jakaś goła decyzja, jakiś korowód konkretów. Tam, gdzie wszyscy będą je sobie mogli dokładnie obejrzeć.

Musi, bo nawet ich brak będzie dla rządzących dotkliwie widoczny.

Ani ich braku, ani zdradzieckiej pokraczności nie zdołają wtedy pokryć żadne, paraliżujące wolę walki i odbierające nadzieję krzyki czy usypiające i zamęczające szeptanki.

Tak było podczas kryzysu w Gruzji w 2008 r., kiedy nie udało sie ukryć, że w odbiorze społecznym to Prezydent Kaczyński, a nie rząd zachował się zgodnie z oczekiwaniami Polaków.

Tak jest i teraz, po Katyniu 2010 r.

Dlatego tak ważne jest, aby opozycja i wszyscy uczciwi komentatorzy koncentrowali się na tej władzy CZYNACH I ZANIECHANIACH, a nie na medialnych krzykach i szeptach.

Bo po raz kolejny bowiem - a nie zdarza się to często - mamy taką sytuację, że społeczeństwo jest o wiele bardziej wyczulone na faktyczne posunięcia lub ich brak, niż na medialne opakowanie i preparację.

Być może jest tak dlatego, że dotyczą one - jak było w przypadku Gruzji - naszych relacji z Rosją, gdzie Polacy wykazują się dosyć spójnym, niezmiennym od lat, a nawet coraz bardziej krytycznym poglądem na państwo naszych Przyjaciół Moskali. Zaś wrażliwość społeczną wzmacnia szok po smoleńskiej tragedii.

W tym kontekście na przykład próba przywołania, dla celów propagandowej insynuacji, lotu Prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji może, umiejętnie rozegrana, okazać się dla Ferajny propagandowym strzałem w stopę.

Wystarczy tylko przypominać, po co Kaczyński tam poleciał i kto Gruzję wtedy najechał.